Zachęcamy do zapoznania się z artykułem Financial Times na temat reklamy internetowej. Dziennik pyta, czy rodzaj reklamy, który przekształcił Google z jeszcze jednej modnej spółki internetowej, stawiającej pierwsze kroki w korporacyjną supergwiazdę, jest po prostu zbyt dobry, by być prawdziwym?FT pisze, że reklama oparta na „koszcie kliknięcia”, to jedna z tych kuszących idei, która czyni internet tak nieobliczalnym. Pozwalając reklamodawcom płacić tylko wtedy, gdy ktoś kliknie na ich wiadomość i profilując reklamy – albo łącząc je z wynikami wyszukiwania, albo dołączając je do tekstu, który ktoś czyta w sieci – spółka dokonała znacznego postępu na drodze do wzrostu efektywności.
Metoda ta, choć niezwykle potężna zawiera w sobie pewną wrodzoną słabość. Gdy reklama „klikalna” rozprzestrzenia się po całym świecie, udoskonalane są bardziej skuteczne metody docierania do konsumenta. Następny sukces w sieci odniosą te spółki, które pierwsze opanują te techniki i nie ma gwarancji, że będą to ci sami gracze, którzy dominują obecnie, czytamy w artykule Financial Times.
Reklamy klikalnościowe oparte są na jednym z ulubionych mitów pierwszej dekady internetu; że kliknięcie jest w epoce wirtualnej najczystszą deklaracją intencji. Jako podstawowe działanie, napędzające aktywność w sieci, kliknięcie myszką zaczęło być postrzegane jako fundamentalny miernik internetowego zachowania. Klikniecie to rodzaj głosu oddanego na czyjś wirtualny wysiłek. To deklaracja preferencji, wyrażenie pragnienia, preludium działania. Jeśli klikam na reklamę, to znaczy, że myślę o kupieniu czegoś, donosi FT.
Cały artykuł:
