Używasz słuchawek codziennie? Nowe europejskie badanie właśnie pokazało, że każdy przetestowany model słuchawek zawierał substancje szkodliwe dla zdrowia. Żaden z 81 przebadanych modeli nie okazał się czysty. To powinno dać do myślenia każdemu, kto spędza z nimi długie godziny.
Czym jest projekt ToxFree LIFE for All?
Badanie przeprowadziła organizacja ToxFree LIFE for All — projekt finansowany przez Unię Europejską. Realizowało go partnerstwo środkowoeuropejskich organizacji pozarządowych. Badacze działali w pięciu krajach: Czechach, Słowacji, Węgrzech, Słowenii i Austrii. Kupowali słuchawki zarówno w stacjonarnych sklepach, jak i na platformach internetowych — między innymi na Temu i Shein.
Każde słuchawki zostały dosłownie rozebrane na części. Badacze przeanalizowali łącznie 180 próbek plastikowych elementów. Sprawdzali nauszniki, pałąki, kable i obudowy wewnętrzne. Wyniki były jednoznaczne — i bardzo niepokojące.
Wyniki badania – 100% słuchawek zanieczyszczonych
Szkodliwe substancje chemiczne wykryto w 100% przebadanych produktów. Tak — każdy jeden model zawierał co najmniej jeden niebezpieczny związek. Nie ma znaczenia, czy to tani model z Temu, czy drogi zestaw od renomowanej marki. Żaden nie przeszedł czysty.
Badacze zastosowali kolorowy system oceny bezpieczeństwa. 44% słuchawek dostało ocenę „czerwoną”, co oznacza, że co najmniej jeden element przekraczał dopuszczalne normy prawne lub zawierał kilka niebezpiecznych substancji jednocześnie. 42% otrzymało ocenę „zieloną”, a 14% „żółtą”. Innymi słowy — prawie połowa produktów dostępnych na rynku jest poważnie problematyczna.
Bisfenol A i bisfenol S – hormony ukryte w plastiku
Bisfenol A (BPA) to jedna z najbardziej przebadanych i kontrowersyjnych substancji chemicznych stosowanych w plastiku. Wykryto go aż w 177 ze 180 przebadanych próbek — to 98% wszystkich elementów. BPS, czyli bisfenol S, który producenci stosują jako „bezpieczniejszy” zamiennik BPA, znaleziono w ponad trzech czwartych pozostałych próbek.
Bisfenole są niebezpieczne, bo naśladują działanie estrogenu — żeńskiego hormonu płciowego — w ludzkim organizmie. Badania wiążą je z przedwczesnym dojrzewaniem u dziewcząt, feminizacją u mężczyzn, problemami z płodnością, otyłością, chorobami serca oraz cukrzycą typu 2. Co ważne, BPS nie jest bezpieczny tylko dlatego, że nie jest BPA — ma podobne właściwości zakłócające gospodarkę hormonalną.
Stężenie BPA w niektórych produktach było naprawdę szokujące. Zmierzono maksymalne stężenie 351 mg/kg, podczas gdy Europejska Agencja Chemikaliów (ECHA) proponuje limit na poziomie zaledwie 10 mg/kg. To ponad 35 razy więcej niż dopuszczalna wartość. Na przykład słuchawki Sennheiser Accentum True Wireless zawierały do 315 mg/kg bisfenoli — wielokrotnie powyżej proponowanego limitu.
Ftalany – toksyny ukryte w elastycznym plastiku
Ftalany to substancje dodawane do plastiku po to, żeby był miękki i elastyczny. Znajdziesz je głównie w kablach i miękkich poduszkach nauszników. Wszystkie 98 próbek miękkiego plastiku i kabli zawierały co najmniej jeden rodzaj ftalanów. W wielu produktach było ich kilka różnych jednocześnie.
Ftalany są silnymi toksynami reprodukcyjnymi. Oznacza to, że mogą poważnie szkodzić zdolności do rozrodu. Szczególnie niepokojący wynik dotyczył słuchawek dla dzieci kupionych online. Jeden dziecięcy model zawierał aż 4 950 mg/kg DEHP — ftalanu uznanego za szczególnie niebezpieczny dla układu rozrodczego i objętego surowymi restrykcjami w wielu krajach. To wartość astronomicznie wysoka.
Środki zmniejszające palność i parafiny chlorowane
W słuchawkach znaleziono też środki zmniejszające palność. Są one dodawane do plastiku, żeby zmniejszyć ryzyko jego zapalenia. Nowsze typy, tzw. organofosfatowe środki zmniejszające palność, wykryto najczęściej. W niektórych produktach znaleziono aż pięć lub więcej różnych tego rodzaju substancji w jednym elemencie. Te związki, podobnie jak bisfenole, zakłócają gospodarkę hormonalną.
Kolejna wykryta grupa to parafiny chlorowane — przemysłowe substancje chemiczne. Były obecne w większości próbek, choć żadna nie przekroczyła aktualnie obowiązującego europejskiego limitu prawnego. Wiadomo jednak, że parafiny chlorowane uszkadzają wątrobę i nerki oraz gromadzą się w środowisku naturalnym na długie lata.
Jak chemikalia dostają się do ciała?
Możesz teraz myśleć: „Skoro słuchawek nie jem, to jak te substancje mogą mi zaszkodzić?” To słuszne pytanie. Kluczem jest migracja chemiczna przez skórę. Bisfenole i inne substancje potrafią „uciekać” z plastiku i wnikać przez skórę. Wcześniejsze badania pokazały, że dzieje się to za pośrednictwem potu i bezpośredniego kontaktu skóry z materiałem.
Słuchawki leżą bezpośrednio na skórze przez długi czas. To właśnie ten przedłużony kontakt jest kluczowym problemem. „Te substancje chemiczne to nie tylko dodatki — mogą migrować ze słuchawek do naszego ciała” — powiedziała Karolína Brabcová, ekspertka ds. chemii w projekcie ToxFree. Ciepło i pot podczas ćwiczeń fizycznych znacząco przyspieszają tę migrację. Im bardziej się pocisz przy słuchawkach na głowie, tym szybciej chemikalia dostają się na skórę.
Dzieci i młodzież szczególnie zagrożone
Słuchawki nosi dziś dosłownie każdy — dzieci, nastolatki, dorośli. Badacze podkreślają, że młodsze osoby są szczególnie narażone. Ich organizmy są w trakcie intensywnego rozwoju i znacznie bardziej wrażliwe na substancje zaburzające gospodarkę hormonalną. Codzienne noszenie słuchawek przez wiele godzin naraża je na kumulatywne działanie tych substancji przez lata.
Jeden z przebadanych modeli dla dzieci zawierał ekstremalnie wysokie stężenie DEHP — 4 950 mg/kg w kablach. To jeden z ftalanów objętych surowymi ograniczeniami właśnie dlatego, że poważnie zagraża zdrowiu rozrodczemu. Rodzice kupujący tańsze słuchawki dla dzieci online powinni być szczególnie ostrożni — produkty z platform takich jak Temu wykazały w badaniu najwyższy poziom toksyczności.
Nawet drogie marki nie są wolne od chemikaliów
Można by pomyśleć, że droższe słuchawki są bezpieczniejsze. Badanie obala ten mit. Nawet renomowane marki, takie jak Bose, Sennheiser czy Samsung, nie uzyskały czystego wyniku. Bezpieczeństwo chemiczne słuchawek nie zależy od ich ceny ani prestiżu producenta — zależy od tego, jakich materiałów użyto w produkcji.
Organizacja ToxFree nazwała to wprost: „całkowitą porażką rynku.” Żaden producent nie zadbał o to, żeby jego produkty były wolne od substancji zaburzających gospodarkę hormonalną. To oznacza, że problem jest systemowy — nie ograniczony do konkretnych marek ani segmentów cenowych.
Czy słuchawki nas trują? Spokojnie, ale czujnie
Raport wyraźnie zaznacza jedną ważną rzecz: słuchawki nie stanowią bezpośredniego, natychmiastowego zagrożenia dla zdrowia. Stężenia większości substancji są względnie niskie. Nie ma powodu do paniki — nie musisz dziś wyrzucać słuchawek do kosza.
Problem jednak leży gdzie indziej. Chodzi o długoterminowe, codzienne narażenie na mieszaninę wielu różnych substancji zaburzających hormony jednocześnie. Jedna substancja w małym stężeniu może być niegroźna. Ale dziesiątki różnych chemikaliów działające na organizm przez lata — to już zupełnie inna historia. Naukowcy zwracają uwagę, że nie istnieje „bezpieczny” poziom dla substancji zaburzających gospodarkę hormonalną, ponieważ naśladują one naturalne hormony, których działanie ciało odczuwa nawet w śladowych ilościach.
Co powinno się zmienić w prawie?
ToxFree LIFE for All wzywa Unię Europejską do wprowadzenia całkowitego zakazu stosowania substancji zaburzających gospodarkę hormonalną w produktach konsumenckich. Petycja organizacji domaga się konkretnych działań legislacyjnych w ramach mandatu Parlamentu Europejskiego na lata 2024–2029. Problemem są też luki prawne — BPA jest częściowo zakazany w UE, ale może ponownie trafiać na rynek za pośrednictwem przetworzonego plastiku.
Badacze postulują też większą transparentność ze strony producentów. Konsumenci powinni mieć prawo wiedzieć, z jakich materiałów wykonane są kupowane przez nich słuchawki. Tymczasem dziś nie mamy żadnej możliwości sprawdzenia składu chemicznego plastiku przed zakupem. To wymaga poważnych zmian w przepisach dotyczących oznakowania produktów elektronicznych.
Co możesz teraz zrobić?
Na razie nie ma słuchawek oficjalnie „certyfikowanych jako wolne od chemikaliów”. Nie znaczy to jednak, że jesteś bezsilny. Możesz ograniczyć ryzyko kilkoma prostymi sposobami:
- Ogranicz dzienny czas noszenia słuchawek — im mniej godzin kontaktu ze skórą, tym mniejsza ekspozycja na substancje chemiczne.
- Unikaj słuchawek podczas intensywnego treningu — pot i ciepło gwałtownie przyspieszają migrację chemikaliów przez skórę.
- Zachowaj szczególną ostrożność przy tanich modelach z nieznanych źródeł — produkty z platform takich jak Temu czy Shein wypadły w badaniu najgorzej.
- Przemyśl wybór słuchawek dla dzieci — ich organizmy są znacznie bardziej podatne na działanie substancji hormonalnie czynnych.
- Śledź regulacje unijne w tym zakresie — sytuacja prawna może się zmienić w najbliższych latach, co wpłynie na standardy produkcji.
To badanie powinno być wyraźnym sygnałem alarmowym — zarówno dla producentów sprzętu audio, jak i dla unijnych regulatorów. Miliony ludzi na całym świecie noszą słuchawki każdego dnia, często przez wiele godzin. Czas, żeby branża elektroniczna zaczęła traktować bezpieczeństwo chemiczne swoich produktów tak samo poważnie jak jakość dźwięku.
