Nowe cła nałożone przez administrację Donalda Trumpa na produkty z Chin, Wietnamu i Indii mogą znacząco podnieść ceny iPhone’ów w Stanach Zjednoczonych. Eksperci szacują, że nawet 54-procentowe opłaty celne zmuszą Apple do podjęcia trudnych decyzji – przejęcia kosztów lub przerzucenia ich na konsumentów. W grę wchodzi pierwsza tak drastyczna podwyżka od ośmiu lat, która może zachwiać pozycją giganta na rynku smartfonów.
Szokujące prognozy: ile zapłacimy za nowe modele?
Analitycy z Rosenblatt Securities i TechInsights przedstawili przerażające scenariusze. iPhone 16 Pro w wersji 256 GB, którego aktualna cena wynosi 1099 dolarów, może podrożeć o 300–400 dolarów, przekraczając psychologiczną barierę 1300 dolarów. Flagshipowy iPhone 16 Pro Max z 1 TB pamięci może natomiast kosztować ponad 2300 dolarów, co w przeliczeniu na złotówki oznaczałoby wydatek sięgający 10 500 zł.
Nie lepiej wygląda sytuacja podstawowych modeli. iPhone 16, który dziś kosztuje 799 dolarów, po uwzględnieniu ceł może osiągnąć cenę 1142 dolarów. Nawet budżetowy iPhone 16e z funkcjami AI miałby wzrost z 599 do 856 dolarów. „To historyczny moment – po raz pierwszy od 2017 roku Apple może złamać zasadę utrzymywania stałych cen w USA” – komentuje Mark Gurman z Bloomberga.
Geopolityczna układanka: dlaczego Apple nie może uciec?
54% cła na Chiny, 46% na Wietnam i 26% na Indie uderzają w serce produkcyjnego imperium Apple. Mimo prób dywersyfikacji łańcucha dostaw, ponad 80% iPhone’ów nadal powstaje w chińskich fabrykach. Przeniesienie części produkcji do USA, choć teoretycznie możliwe, wiąże się z gigantycznymi kosztami – według Daniela Ivesa z Wedbush Securities przeniesienie zaledwie 10% mocy produkcyjnych zajęłoby trzy lata i pochłonęło 30 miliardów dolarów.
„Marzenie o »amerykańskich iPhone’ach« to iluzja. Koszt pracy w USA jest dziesięciokrotnie wyższy niż w Azji” – podkreśla Wayne Lam z TechInsights. Eksperci zwracają uwagę, że nawet gdyby Apple zdecydowało się na taki krok, finalne ceny urządzeń wzrosłyby o kolejne 30–50%.
Dylemat Tim Cooka: ratować marże czy klientów?
Apple stoi przed tragicznym wyborem. Z jednej strony 45-procentowa marża na iPhone’ach jest świętością dla inwestorów, z drugiej – podwyżki cen mogą odstraszyć klientów w kluczowych regionach. W czwartkowym notowaniu akcje Apple spadły o 9,3%, co było najgorszym wynikiem od czasów pandemii.
Mark Gurman wskazuje trzy możliwe scenariusze:
– Wchłonięcie kosztów poprzez obniżenie marż
– Presja na dostawców w celu obniżenia cen komponentów
– Opóźnienie podwyżek do premiery iPhone’a 17 jesienią 2025 roku
„Nie ma dobrych rozwiązań. Każda opcja oznacza ból – albo dla portfeli inwestorów, albo konsumentów” – podsumowuje analityk CFRA Research Angelo Zino.
Europa w cieniu amerykańskiej wojny handlowej
Dla polskich konsumentów dobra wiadomość jest taka, że podwyżki mogą ominąć nasz rynek. Większość iPhone’ów sprzedawanych w UE pochodzi z fabryk w Chinach, ale cła Trumpa dotyczą głównie importu do USA. Nie oznacza to jednak pełnego bezpieczeństwa – wzrost kosztów produkcji i tak może przełożyć się na globalną politykę cenową Apple.
Eksperci ostrzegają jednak przed efektem domina. „Jeśli Amerykanie zaczną masowo rezygnować z iPhone’ów na rzecz konkurencji, Apple będzie musiało szukać oszczędności gdzie indziej – być może właśnie w Europie”– zauważa Eric Harwit z Uniwersytetu Hawajskiego.
