Internet dopełniając założenia globalizmu stał się ostatnimi laty ważnym medium, które oprócz znakomitej bazy edukacyjnej, możliwości realizowania biznesu i aktywowania społeczeństwa informacyjnego przynosi wiele zagrożeń. Najbardziej nieświadomi problemu wydają się być dzieci i dorastająca młodzież, przed którymi internet jawi się jako beztroskie miejsce spędzania wolnego czasu, rozrywki i zabaw.
Zagrożenia jednak mogą pojawić się bardzo szybko. Sieć, mimo częściowej kontroli, cały czas pozostaje nieokiełznana. To najbardziej demokratyczne medium, jakie doświadczyła ludzkość. Demokratyczne – nie znaczy jednak bezpieczne.
Ryzyko pojawiania się niebezpieczeństw na drodze dzieci korzystających z sieci jest spore. Wśród ich rodzajów można wymienić cały wachlarz sytuacji, na które narażone są młode osoby. Do tej grupy z pewnością można zaliczyć rozpowszechnioną bez ograniczeń pornografię (także dziecięcą) w postaci zdjęć i filmów, do których dotarcie jest banalnie proste, grupy pedofilskie czyhające na nieuwagę najmłodszych oraz treści propagujące nienawiść i przemoc. Elementem dopełniającym katalog jest w pewnością możliwość szybkiego uzależnienia się od sieci przez dzieci. Z wszystkimi tymi patologiami należy walczyć.
Diagnoza problemu – fakty
Badania dr Lucyny Kirwil ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie wykazały [1] , że ponad połowa ludzi w wieku 13-15 lat korzysta z sieci w miejscach publicznych, przy czym połowa z nich ma dostęp nieograniczony. 95 proc. młodzieży gimnazjalnej serfuje w sieci przynajmniej raz w tygodniu, przy czym co piąty z nich codziennie. Większość badanych (68 proc.) przyznaje, że w sieci spędza do trzech godzin dziennie, a 16 proc. przyznaje, że zasiada przed ekran komputera dopiero po 22. godzinie. Nieco ponad połowa (55 proc.; w tym 65 proc. dziewcząt i 44 proc. chłopców) swój czas w sieci poświęca na czatowanie, 32 proc. korzysta ze stron internetowych, a 11 proc. badanych młodych ludzi w wieku 13-15 lat wyraża swoje główne zainteresowanie w korzystaniu z poczty elektronicznej. 16 proc. młodych rozmawia z nieznajomymi przez sieć. 16 proc. chłopców i 9 proc. dziewcząt preferuje rozmowy zabarwione tematami erotycznymi. Młodzież przyznaje, że ogląda strony erotyczne, na których można znaleźć pornografię.
Potrafi podać adres takich stron, co jest dowodem na to, że nie odwiedza ich przypadkowo. Prawie połowa badanych przyznała, że otrzymuje niepożądane wiadomości e-mail, w których znajdują się oferty seksualne i współżycia czy listy od pedofilów. Kontakt z niezamówioną pocztą deklaruje 83 proc. dzieci.
Co ciekawe stwierdzono, iż strony o treściach erotycznych są otwierane przez nich dzięki różnym przypadkowym sytuacjom (poczta, ściąganie plików, nachalne reklamy, czat). Zapotrzebowanie na takie strony to najrzadszy powód ich otwierania przez młodych. To pokazuje jak niewiele dorośli zajmujący się oprogramowaniem, sieciami czy komputerami zrobili dla najmłodszych w kwestii ograniczenia przypadkowych kontaktów z treściami erotycznymi. Na dodatek tylko 19 proc. młodzieży przyznało, że mają ograniczenia korzystania z sieci zainicjowane przez ich rodziców.
A dorośli? Według badania „Seks a Internet”[2] sami traktują internet jako miejsce do nawiązania kontaktów, często nie wyłączając przy tym emocjonalno-erotycznych aspektów. Aż 75 proc. mężczyzn rozmawiało z partnerem sieciowym na tematy związane z seksem.
Ilu z nich to ludzie zmieniający w sieci tożsamość (np. podające się za dzieci) nie wiadomo. Wiadomo jednak, że internauci chronią swoje dane prywatne i co drugi badany przynajmniej raz skłamał podając swój wiek. Ponadto internauci podają fałszywe informacje na tematy adresu zamieszkania (42 proc.), wyglądu (35 proc.) czy zainteresowań (29 proc.).
Koncepcje rozwiązania problemu. Edukacja
Co prawda internet to medium łączące 200 krajów i ponad 600 mln ludzi z najróżniejszych zakątków świata, nad którym ciężko zapanować, to jednak niektóre problemy należy szybko rozwiązać. Zwłaszcza teraz, gdy internet w Polsce cały czas jest w fazie rozruchowej, a świadomość wykorzystania jego jest jeszcze w społeczeństwie średnia. Normy prawne zawarte w Konstytucji RP, Konwencji Praw Dziecka, Konwencji Rady Europy o Cyberprzestępczości, oraz Decyzji Rady Unii Europejskiej z 20 maja 2000 roku dotyczącą zwalczania pornografii dziecięcej w internecie nie wystarczają.
Potrzebne są działania edukacyjne i profilaktyczne, które pomogłoby zmniejszyć narażenie młodych na kontakt z niebezpiecznymi treściami w sieci. Działania dla wielu grup społecznych.
1. Rola nauczycieli szkolnych w edukacji rodziców
Przede wszystkim należy zająć się edukacją rodziców, których świadomość niebezpieczeństw czekających na ich pociechy podczas korzystania z sieci jest niska. Samą edukacją (rodziców) mogliby się zając nauczyciele czy wychowawcy podczas zebrań szkolnych, czy innych spotkań, np. w ramach godzin wychowawczych. Warto by sprawdzić taką możliwość we współpracy z informatykami szkolnymi, którzy wytłumaczyliby funkcjonowanie sieciowych patologii, przeprowadzili niezbędne szkolenia i omówili zasady profilaktyki w tym zakresie.
Koszty takiej inicjatywy mogłoby byś pokryte z budżetów szkolnych, wszak nie wymagają dużego nakładu finansowego. Chodzi przede wszystkim o wzbudzenie świadomości u rodziców. Świadomości konieczności przeprowadzania z dziećmi rozmów, pokazywania i wyjaśniania zjawisk zachodzących w sieci i zagrożeń, które czekają na najmłodszych. Równie dobrze rodzicom można zaprezentować listę stron, które są dedykowane najmłodszym.
2. Reforma programowa szkolnych przedmiotów
Edukacją muszą być objęte dzieci. Tutaj jest możliwa współpraca z rodzicami co oczywiste, ale także z nauczycielami. Warto napomnieć, że Fundacja Dzieci Niczyje organizuje od 3. lat Kampanie Edukacyjne związane z sieciowym bezpieczeństwem dla nauczycieli. Ale kto wie, czy reformując nieco przedmioty Przysposobienia Obronnego czy Wiedzy o Społeczeństwie, czyniąc je bardziej uniwersalnymi i odpowiadając na nowoczesność dziejową – czyli wprowadzając elementy edukacji internetowej – nie wyszłoby z tego większego pożytku. Działania miałby się uzupełniać z zajęciami informatycznymi, które są przewidziane w programach szkół od podstawowych zaczynając.
W powiązaniu z prowadzonymi zajęciami edukacji seksualnej od 18. roku życia stanowiłoby to rozwiązanie warte zachodu. Na wszystkich tych zajęciach dzieci i młodzież mogłyby uczyć prawidłowego korzystania z sieci; obsługiwania poczty, stron WWW, unsetu, for dyskusyjnych ze szczególnym uwzględnieniem aspektów bezpieczeństwa.
Oprócz nauki praktycznej potrzebne by były wykłady związane z zagrożeniami, jakie mogą wyniknąć w skutek nieodpowiedniego użytkowania internetu. Idealnym wyjściem byłoby wzmocnienie akcji “Bezpieczeństwo w Internecie”, które jest prowadzone nieodpłatnie przez studentów Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy w ramach praktyk zawodowych. Spotkania te pełnią rolę edukacyjną dla młodych osób, dotyczą głównie zagrożeń w sieci i profilaktyki pedofilii w internecie. Od młodych dla młodych – brzmi obiecująco.
3. Działania w sieci. Wprowadzenie nowych nazw domen
Przeciwdziałać rozwojowi internetowych niebezpieczeństw można także w sieci. Należy tutaj zaznaczyć rolę organizacji zajmującej się między innymi domenami w internecie, czyli The Internet Corporation for Assigned Names and Numbers. Mimo wielu kontrowersji wydaje się, że ICANN powinna wrócić do pomysłu utworzenia domen .xxx, czyli przeznaczonych dla treści erotycznych. Ale z jednym wyjątkiem: bez tak zwanej zasady “dobrowolności”.
Oznacza to, że twórcy stron o tematyce dla dorosłych nie mieli wyboru domen pod którymi chcieliby publikować treści erotyczne. Jedynymi domenami, które byłby dedykowane dla takich stron .xxx. Takie działanie pozwoliłoby oddzielić treści erotyczne od pozostałych stron, pozwoliłoby uczynić internet bardziej ogarniętym z wyłączeniem treści niebezpiecznych dla dzieci. Absurdalnym argumentem wydaje się być stwierdzenie, jakoby domeny .xxx miały faworyzować treści erotyczne w sieci. To raczej podział internetu, próba oddzielenia szarości sieci i porno-biznesów od treści właściwych młodym (i nie tylko) osobom.
Niestety, gdy powstawał internet nikt nie zdawał sobie sprawy jak należy go regulować od samych początków. Wprowadzenie domen .xxx, gdyby przezwyciężyć ogrom problemów typowo biurokratycznych, np. rozwiązać spory o prawa do nazw domen, czy o odszkodowanie za utracony wkład promocyjny witryn, byłoby z pewnością rozwiązaniem ciekawym. Pozostaje jeszcze wiele kwestii spornych takich jak kto miałby egzekwować i sprawdzać znikanie domen krajowych i globalnych, pod którymi są strony pornograficzne oraz co by się działo z domenami, które są w branży dla dorosłych już doskonale znane. To są kwestie nie tyle abstrakcyjne to raczej niemożliwe do zrealizowania, bowiem już sam biznes domenowy to miliony dolarów zysku (domena sex.com sprzedana za 12 mln dolarów). Niestety, w obecnych czasach komercjalizacja ma większt priorytet nuż moralność. Ale przyjmując rozważania teoretyczne można by się pokusić o kontynuację myśli w tonie „co by było, gdyby…”
We współpracy z producentami najpopularniejszych przeglądarek WWW (Microsoft, Mozilla, Opera) istniałaby szansa na zbudowanie ochronnego filtru, który pomagałby bezpiecznie korzystać z sieci osobom małoletnim. Dostęp do przeglądarek byłby nieograniczony, ale dostęp do stron .xxx już tak. Choć mój serdeczny przyjaciel Jakub Śpiewak – pedagog i socjolog oraz prezes fundacji Kidprotect.pl, która skupia się na działalności na rzecz nauki, edukacji, oświaty i wychowania w zakresie obejmującym zapobieganie patologiom społecznym; uważa filtrowanie jako konfrontację dorosłych z dziećmi, a samą konfrontację jako złą metodę wychowawczą, to jednak godzi się z faktem, że rola filtrów może być dodatkiem.
Filtry bowiem pozwoliłby uzupełnić wiedzę edukacyjną profilaktyką, która mogłaby przynieść pożądany efekt. Rodzice kontrolując dziecko byliby w stanie zablokować wszystkie witryny z zakazanego kręgu tematycznego.
4. Wprowadzenie oznaczeń witryn o treściach dedykowanych osobom pełnoletnim
Jednak działań w sieci nie można ograniczyć do rozdzielenia internetu na świat pornograficzny i zwyczajny, bowiem istnieją jeszcze inne problemy, z którymi styka się młodzież. Należy do nich z pewnością brutalizacja życia, która w sieci cieszy się sporą popularnością. Wszechobecna pomoc w sieci, poradniki samobójców czy witryny poświęcone niemoralnym zachowaniom to kolejne czynniki, które mogą demoralizować młode osoby. Według badań [3] z przemocą i rozlewem krwi miało kontakt 51 proc. młodych internautów, a co piąte badane dziecko widziało w sieci takie materiały co najmniej 5 razy w ciągu ostatniego roku.
Idealnego rozwiązania nie ma. Znowu można analizować przyjęte warianty ograniczenia procederów rozpowszechniania takich treści.
Jednym z pomysłów może być wprowadzenie obowiązku oznaczania witryn internetowych przez ich właścicieli. Obecnie żadna strona internetowa nie musi być gdziekolwiek zarejestrowana. Oznaczeniom mogłyby podlegać witryny zawierające treść przeznaczoną dla osób powyżej 18. roku życia. Rozwiązanie można podzielić na dwa aspekty.
Pierwszy – nieobowiązkowy, to możliwość wprowadzenia oznaczenia wizualnego na stronę. Drugi, do którego każdy wydawca byłby zobowiązany to umieszczenie stosownej informacji w kodzie strony. Skrypt pozwalałby interpretować stronę przez przeglądarki internetowe jako potencjalnie niepożądaną dla dzieci i młodzieży. Dzięki temu można by było zastosować szereg rozwiązań: od częściowej filtracji witryn (wejście na hasło) do całkowitej ich eliminacji w komputerze. Taka inicjatywa wymagałaby stworzenie specjalnych programów przystosowanych do obsługi oznaczeń witryn.
Ale pomysł wydaje się być na pierwszy rzut oka możliwy do zrealizowania. Jeśli przyjąć, że za nieumieszczenie skryptu identyfikacyjnego witrynę groziłyby wysokie kary finansowe, łącznie z możliwością zamknięcia strony przez firmę świadczącą usługi hostingowe, a opracowaniem prawa i jego realizacją zajęłaby się organizacje Unii Europejskiej oraz ONZ to szanse na powodzenie takiego projektu są spore. Co więcej, dzięki wsparciu tych instytucji ranga projektu zyskałaby aprobatę zainteresowanych i ogólne zainteresowanie. Wsparcie dla takich inicjatyw powinny wykazać także Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK) oraz polskie oddziały Computer Emergency Response Team (CERT Polska), zajmujący się bezpieczeństwem sieci oraz Interactive Advertising Bureau, która zajmuje się edukacją dotyczącą wykorzystywania internetu. Wyznaczeniem prawa na potrzeby polskie lub interpretacją założeń unijnych musiałby się zająć Rząd RP.
Należy ponownie jednak podkreślić, że działania profilaktyczne są tylko dodatkiem do edukacji, która winna pełnić tu role zasadnicze.
5. Korporacje w służbie dzieciom
Przygoda dzieci z internetem powinna zacząć się od kolorowych stron, które będą pełnić funkcje edukacyjne i rozrywkowe. Po części przykładami takich witryn mogą być strony www.zozole.pl czy www.danonki.pl, gdzie najmłodsi odnajdą wierszyki, kolorowanki, gry i quizy oraz inne zabawy edukacyjne. Pierwsza strona zapewnia [4][, że materiały „są bezpieczne i powstawały pod okiem pedagogów i terapeutów dziecięcych”. W przypadku witryny firmowanej przez koncern Danone, znajdziemy tam sekcję dla rodziców z poradami dotyczącymi diety czy wychowania pociech. Sprawia to, że witryna może okazać się interesująca zarówno dla rodzica jak i dziecka.
Pod dyskusję można poddać pomysł tworzenia takich stron przez firmy zajmujące się produkcją zabawek, żywności czy innych artykułów tworzonych dla dzieci. Uwarunkowanie prawne raczej nie wchodzi w grę, bowiem byłby to absurd prawny, ale projekt można potraktować jako pomysł – dobrą inicjatywę dla firm. To z jednej strony przyniesie wymierne korzyści samym firmom (dlatego jest już kilka takich witryn), a z drugiej pozwoli uzupełnić katalog witryn dedykowany dzieciom i rodzicom.
Podsumowanie
Niewątpliwie przedstawione tu pomysły są tak zróżnicowane, że nie sposób ich wszystkich wcielić w życie. Jednak mogą stać się początkiem do szerszej dyskusji na temat tworzenia swoistej tarczy ochronnej dla dzieci, które w sieci są narażone na wiele niebezpieczeństw. Są dwa fakty, o których trzeba pamiętać realizując cokolwiek dla najmłodszych.
Po pierwsze nie można ograniczyć się tylko do działań filtracyjnych, które nie rozwiążą problemu, a mogą spowodować zupełnie odwrotne niż zamierzone skutki. Przykładem takiego niefortunnego posunięcia jest program komputerowy „Beniamin” forsowany od tego roku przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, którego zadaniem ma być blokada internetu w szkołach. Niestety filtracja treści jest niekompletna, przepuszcza treści pedofilskie i faszystowskie, a należy pamiętać, że szkoła nie jest jedynym miejscem, z którego młodzi ludzie korzystają z sieci. W dodatku okazało się, że program może stanowić narzędzie zabronionej „cenzury prewencyjnej” [5].
Po drugie należy pamiętać, że to wychowanie poprzez rozmowę i zabawę z dzieckiem stanowi najważniejszy środek prewencyjny, który może w przyszłości wystarczyć za wszystkie filtracje czy programy blokujące. Dziecko można zwyczajnie nauczyć, że niektóre strony są niebezpieczne, a ludzie, których poznaje poprzez sieć nie zawsze są tymi, za których się podają.
Na internetowym rynku istnieją firmy, które próbują na wszelkie sposoby rozwiązać problem z jakim borykają się dzieciaki. Zaliczają sie do nich na przykład inicjatywy NASK – „Dziecko w Sieci” czy „Gorąca Linia”: Dyżurnet.pl, akcja „Safer Internet Action Plan” czy witryna Sieciaki.pl. Tych stron jest jednak stanowczo za mało biorąc pod uwagę skalę problemu, o którym w niniejszym referacie była mowa.
Bibliografia
[1] “Wzorce korzystania z Internetu przez dzieci w wieku 13-15 lat – badania”, Dr Lucyna Kirwil, Biuro Rzecznika Praw Dziecka , 10.2006
[2] „Seks a Internet”, prof. Z. Izdebski, TNS OBOP na zlecenie Schering Polska, 02.2005
[3] „Pornografia i przemoc w internecie dostępne dla najmłodszych”, Gemius SA, na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje, 10.2006
[4] http://www.zozole.pl, z dn.05.11.2006
[5] „Giertych trafi do prokuratury za Beniamina”, Gazeta Wyborcza, z dn. 3.07.2006
