Wygrana licytacja na Allegro jest równoznaczna z zawarciem umowy kupna-sprzedaży – orzekł wczoraj Sąd Rejonowy Warszawa-Praga Północ w precedensowym procesie dotyczącym wirtualnej aukcji samochodu terenowego. A umów należy dotrzymywać.W lipcu zeszłego roku Robert P. z Warszawy wystawił na Allegro jeepa. Licytację wygrał Adam S., który zaoferował najwięcej – 23 100 zł. Transakcja nie została jednak sfinalizowana, bo początkowo oferujący mówił, że zapomniał w aukcji wpisać cenę minimalną (na poziomie 30-40 tys zł); dodatkowo zepsuł mu się modem i nie mógł tego skorygować przed końcem aukcji.
Adam S. pozwał oferenta do sądu i domagał się wydania mu samochodu. Przed sądem Robert P. oświadczył nieoczekiwanie, że „nie miał, nie ma i nie będzie miał” tego samochodu, a ofertę w Allegro wystawił „sondażowo”, by zorientować się, ile mógłby za auto otrzymać, gdyby takowe sprowadził.
Sąd ustalił wczoraj, że strony zawarły umowę kupna sprzedaży niebieskiego Jeepa Grand Cherokee z silnikiem o pojemności 4,7 cm sześciennych, z 2000 r. Dodatkowo Robert P. ma zapłacić ponad 3,5 tys zł kosztów procesu.
Odnosząc się do argumentu Roberta P., że nie mógł skontaktować się z Adamem S., bo zepsuł mu się modem, sędzia wskazał na łatwy dostęp nawet do kafejek internetowych, gdzie można było dokonać zmian w ofercie lub odstąpić od umowy – a takich oświadczeń Robert P. nigdy nie składał. „Zresztą odstąpienie od umowy potwierdza, że wcześniej została ona zawarta” – dodał sąd.
„Jeśli wyrok się uprawomocni, czekamy na ten samochód” – powiedziała dziennikarzom po wyroku mec. Dorota Gulińska-Aleksiewicz, reprezentująca Adama S. Sam Robert P., który mocą tego orzeczenia musiałby teoretycznie wejść w posiadanie jeepa, by go oddać Adamowi S. za 23 100 zł, zapowiedział, że przemyśli, czy jednak ma taką możliwość. „Na pewno w przyszłości będę ostrożniejszy w aukcjach” – dodał.
